"widok sam siebie nie widzi"

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przecierańce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przecierańce. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 grudnia 2012

bluszcz...

Zastanawia mnie pochodzenie zwrotów, które wchodzą na stałe do języka. Tak jest również z "kobietą- bluszczem".
Ktoś, kto je stworzył, musiał być pilnym obserwatorem przyrody. I kobiet, rzecz jasna. Albo raczej nie był ich obserwatorem, tylko krytykiem... Krytyk przyrody - dobre sobie...

Serwetka - bluszcz stała się wzorem na drewnianej skrzynce.
Jest coś tajemniczego w bluszczu...
W skrzynce jeszcze nie :-)

wtorek, 11 grudnia 2012

malowanie "z łapanki"

Gdy nasze zimowe chatki schły w ostatnich promieniach zachodzącego słońca (a co, pomarzyć nie można? :-) ) moja starsza córka zdecydowała się wykorzystać tak wspaniałą okazję i pomalowała swoją sztalugę. Sztaluga jest malutka, a wersja w kolorze drewnianym już się jej znudziła. Oto dzieło rąk nastoletnich:



sobota, 4 sierpnia 2012

Apteczka


Apteczka pojawiła się w moim życiu. Dawno. No, prawdę mówiąc... bardzo dawno. Przysłał ją wujek Allegro, za niewielką opłatą. Miała pękniętą szybkę, warstwy farby olejnej i pachniała w środku walerianą i kroplami żołądkowymi. Po zeszlifowaniu farb okazało się, że cały "zapach" mieszkał w olejnicy. Na szczęście.
 Po pierwszej walce apteczka wyglądała tak: (szyba została od razu wyjęta, stąd ta dziura w drzwiach)





Przeciwnościom losu nie było końca. Gdy już, już zaczęła pojawiać sie myśl o zakończeniu apteczkowej przygody stało się coś najgorszego- zginęła dziurka od klucza! A właściwie jej obudowa...
I znowu dziurka od klucza stała się tematem dnia!
Odnalazła się po dłuuugich poszukiwaniach w dość oczywistym miejscu i po przyczepieniu siatki w drzwiach apteczka prezentuje się tak:
A może ta apteczka wcale nie powinna być apteczką, tylko szafeczką na kosmetyki...?
Albo szafką na przyprawy...? Albo szafką na drobne drobiazgi...?
Albo najlepiej szafką do przechowywania podręcznej biżuterii: na górnej półce diamenty, na środkowej szafiry i rubiny. W szufladce- kolczyki... Na dolnej półce- obojętnie co. W tej sytuacji nie ma to większego znaczenia :-)

piątek, 3 sierpnia 2012

Zrób jedną rzecz do końca, a potem...

Babcia zawsze tak powtarzała... Niestety, nie jestem w stanie stosować się do tej, zapewne słusznej, rady... Jak już dopadnę papieru ściernego, to wyszlifuję wszystko, co mi wpadnie w ręce... Jak mi się pojawi przed oczami pędzel i farba, to maluję każdą rzecz w zasięgu wzroku...



Wczoraj kończyłam szlifowanie skrzynki na pszczoły, więc od razu zabrałam sie za malutki stołeczek. W moim domu nazywało się go ryczką, ale nie mam pojęcia, skąd pochodzi to określenie... Potem zaczęłam malowanie, oczywiście stołeczka i skrzynki jednocześnie... Teraz zepsuła sie pogoda, więc "napoczęte" rzeczy czekają na brak deszczu i moje zlitowanie...

Niciak na biżuterię

Nazwa "niciak" powstała pewnie w czasach, gdy moja pra-prababka Katarzyna wyglądała przez okno w oczekiwaniu na powrót męża z wojny rosyjsko-japońskiej... Albo innej...:-) Nazwa jest cudowna. Mój niciak, kupiony w sklepie z niesamowitymi śmieciami - też cudowny... Pani sprzedawczyni ustalała cenę, obserwując dokładnie wygląd kupującego. Musiałam wyglądać jak księżna Monaco, bo zapłaciłam za niego ponad 25 zł! Niciak ma jeszcze (albo właściwie: miał...) pałąk u góry - miejsce na śruby zostało i czeka... Pałąk wraz ze śrubami zdematerializował się w domu... Może za kilka lat odnajdzie sie gdzieś między książkami, albo w szafce ze starymi PIT-ami... Niciak przechodził kilka prób zastosowania. Od pojemnika na przyprawy- próba nieudana- stanowczo za mały! Poprzez pojemnik na nici (też za mały!) aż do wersji na biżuterię. W tym wcieleniu - idealny!




Kiedyś widziałam prawie taki sam, ale zamiast pałąka miał długie nogi. Ponieważ mój też już nie ma pałąka, może dorobię mu kiedyś nogi...

poniedziałek, 30 lipca 2012

Skrzynka na pszczoły

Wygląda kiepsko, bo już przeszła pierwszy etap remontu- szpachlowanie...

Teraz czeka na nią papier ścierny, pędzel i puszka z farbą "babie lato"...


 Może nawet na końcu dostanie też lekki szlif białą farbą... Kto wie...




Jej czar polega na tym, że z każdej strony wygląda zupełnie inaczej. Zrobiona jest z ogromną starannością, chociaż widać po niej, że lata lecą...
Bardzo podobną widziałam w Muzeum Pszczelarstwa, więc aż urosłam z dumy!

sobota, 28 lipca 2012

Dziurek od klucza finalna ekspozycja ;-)

Przy okazji fotografowania skrzynki dostało się też dziurkom. Dostało zdjęć, oczywiście.



Teraz już jestem pewna, że moja córka miała świetny pomysł z tą dekoracją.
Białe ściany i białe, stare dziurki od klucza...
Na razie sesja "w plenerze":

Skrzyneczka- epilog

Aparat podładowany, słońce w zenicie (no, prawie...), więc skrzyneczka została obzdjęciowana.
Może z jednej strony jest trochę za bardzo przetarta, a z drugiej za mało, ale... ale przecież to bardzo, bardzo stara skrzynka, która od dziesiecioleci służyła jako nosidło do butelek i to wcale nie są żadne przetarcia, tylko naturalne zużycia, poobtłukiwania i zarysowania...
Tak, tak...





A nos jak u Pinokia rośnie, że pranie można na nim powiesić ;-)

piątek, 27 lipca 2012

Skrzynki rozdział drugi

Dziś skrzyneczka na butelki zyskała swoją nową twarz- została przemalowana. Na biało, oczywiście!
Teraz czeka na tango z papierem ściernym.

Dobrze, że napisy na frontowych ściankach przetarłam najpierw świeczką, bo już widać, że fajnie się z tych miejsc zetrze farba.

Przez dziurkę od klucza

Starsze dziecię prosiło, błagało, marudziło i ... i wreszcie kupiłyśmy "dziurki od klucza". Powstanie z tego płaskorzeźba na ścianę.
Dziurki musiałyśmy najpierw oczyścić, bo kupione na pchlim targu miały na sobie wiele wspomnień...
Pan, który pomagał nam je wygrzebać z wielkiego kosza nazywał je jakoś bardzo fachowo, ale oczywiście zapomniałyśmy... Zostały dziurkami.
Szlifowanie małymi, średnimi i dużymi rączkami szło nam całkiem nieźle, ale najwięcej radości było z robieniem zdjęć.
Dziurki pozowały jak wytrawne modelki.
Cisza na planie, aparat fotograficzny w rękach starszego dziecięcia i oto efekt:
Teraz są już pięknie pomalowane i poprzecierane, ale z uwagi na strajk aparatu fotograficznego zdjęcia gotowych dziurek będą jutro...
I tak oto dziurka stanie sie rzeźbą.
Paradoks artystyczny.


czwartek, 26 lipca 2012

Rozmyślania archeologiczne...

Za 2000 lat, gdy cierpliwi archeologowie miotełkami z pawich piórek będą w moim mieście odkopywać relikty przeszłości, napotkają problemy z określeniem wieku znalezisk. Większość domostw bez trudu uznają za pochodzące z pierwszej połowy XXI wieku, a niektóre - o dziwo- zdecydowanie starsze!
A z czego to będzie wynikało?
Ze starych mebli, przecieranych, malowanych i postarzanych na potęgę! Ze starych klamotów, tkanin, obić..
A jak się nagłowią, określając zastosowanie poszczególnych przedmiotów, bo przecież teraz robimy wszystko, żeby z nogi od starego stołu zrobić ramę do lustra, a z drzwi do stodoły- obudowę wanny!
I będzie się to nazywało: kultura wczesnego pomieszania epok...

No ale przecież nie można zawieść przyszłych archeologów!
Papier ścierny, pędzel, farby i ... co by tu jeszcze zmalować...

(kochanym B.i P. dziękuję za cudną rozmowę o miłości do staroci)

piątek, 20 lipca 2012

Biała gorączka...

Nadszedł taki czas, że strach sie bać! Gdy tylko wpadnie mi w ręce "coś", to natychmiast zostaje to przemalowane na biało i na dodatek poprzecierane...Tak też sie stało z komodą...
Chociaż tak naprawdę... Tak naprawdę, to wyglądała ona tak, że aż prosiła się o zestaw reanimacyjny...
No i udało sie!
Jest biała, bieluteńka, poprzecierana-co-nieco, z doklejonymi dekorami.

Nadszedł czas na werble!
Tra-ta-tam! Oto ona:
          Oczywiście wersji umieszczenia dekorów były tysiące... Wygrała opcja umiarkowana...


czwartek, 19 lipca 2012

Panta rei...

Coś jest i jest. Patrzę na to codziennie i bardzo mi sie podoba. A potem nagle... podoba mi się... coraz mniej. I nagle oczywistą rzeczą jest, że nie podoba mi sie już wcale. I nawet patrzeć na to już nie mogę. I zmienić to muszę natychmiast.
Tak też sie stało z podpórkami półecznymi. Ładne były, ale bez przekonania. A potem tej ładności im ubywało, i ubywało, i w końcu całkiem jej ubyło...
I natychmiast, od razu, w tej samej sekundzie internet poszedł w ruch, zakup dokonany i jakże uciażliwe oczekiwanie na przesyłkę.
Pomalowanie i przywieszenie nowych podpórek to była kwestia 7 sekund. Albo i mniej.
No i wreszcie półka w przedpokoju wygląda tak, jak powinna. (stan na dziś... może sie zmienić...)