Aby przetrwać chorobową nudę, zaczęłyśmy malować liście na biało.
Teraz mam pomalowane liście, ale nadal nie mam pomysłu, co z nimi zrobić...
"widok sam siebie nie widzi"
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 3 grudnia 2012
piątek, 30 listopada 2012
wtorek, 27 listopada 2012
Rodzynkowa tajemnica
Wianek - polepszacz humoru.
Tym razem wersja barwna- gdyby na święta jednak nie było śniegu...
Świerkowowesoły. Witaminowy. Wegetariański.
Pachnący.
Obfity.
Świerkowowesoły. Witaminowy. Wegetariański.
Pachnący.
Obfity.
niedziela, 25 listopada 2012
Jesień
Trochę mi się przypomniało słynne zdanie.
Lubimy coś dopiero, gdy to tracimy...
Może ta jesień wcale nie była aż taka straszna...
Ostatnie chwile przed prawdziwą zimą.
Ostatnie chwile na zamglone zdjęcia.
Etykiety:
fotografia,
jesień,
piórem na papierze,
podróże,
przyroda
piątek, 23 listopada 2012
Mgła...
Żadne słońce, pogoda, ciepło, tylko ponura, londyńska mgła rozpędziła moje wczorajsze smutki na 4 strony świata.
A może nie rozpędziła, tylko omotała, przykryła i zdusiła...
Jesli jestem już w atmosferze londyńskiej mgły, to niech będzie trochę bezwzględnie...
Dzisiaj od rana szaleję w towarzystwie pięknego, pistacjowego lnu... Wzory, wykroje, szkice, wycinanie, spinanie, fastrygowanie i... i tu powinno nastąpić szycie na maszynie.
A rozdarta sosna, dylemat moralny i nadmiar afektu nie pozwalają mi uruchomić maszyny...
A dlaczego?
Otóż wpadłam w szpony nałogu...
A raczej nałóg dopadł mnie, bezbronną...
Nałóg słuchania audiobooków z powieściami Agaty Christie oczywiście...
No nie mogę się oderwać...
Wszystkie powieści królowej kryminału znam prawie na pamięć, ale słuchanie ich, to dopiero bajka! I wcale mi nie przeszkadza, że od samego początku wiem, kto zabił! Wcale!
Jakie to cudowne, gdy ktoś czyta mi na głos!
I to jeszcze moją ulubioną pisarkę! (No, może jedną ze stu ulubionych, ale tego przecież nie powiem na głos. Agacie byłoby przykro...)
Nigdy w życiu nie fastrygowałam wszystkiego tak starannie jak teraz... :-)
Jednak okoliczności przyrody wywołują w człowieku bardzo dziwne zachowania...
Ja i fastryga...
No, ja, Agatha i fastryga!
A może nie rozpędziła, tylko omotała, przykryła i zdusiła...
Jesli jestem już w atmosferze londyńskiej mgły, to niech będzie trochę bezwzględnie...
Dzisiaj od rana szaleję w towarzystwie pięknego, pistacjowego lnu... Wzory, wykroje, szkice, wycinanie, spinanie, fastrygowanie i... i tu powinno nastąpić szycie na maszynie.
A rozdarta sosna, dylemat moralny i nadmiar afektu nie pozwalają mi uruchomić maszyny...
A dlaczego?
Otóż wpadłam w szpony nałogu...
A raczej nałóg dopadł mnie, bezbronną...
Nałóg słuchania audiobooków z powieściami Agaty Christie oczywiście...
No nie mogę się oderwać...
Wszystkie powieści królowej kryminału znam prawie na pamięć, ale słuchanie ich, to dopiero bajka! I wcale mi nie przeszkadza, że od samego początku wiem, kto zabił! Wcale!
Jakie to cudowne, gdy ktoś czyta mi na głos!
I to jeszcze moją ulubioną pisarkę! (No, może jedną ze stu ulubionych, ale tego przecież nie powiem na głos. Agacie byłoby przykro...)
Nigdy w życiu nie fastrygowałam wszystkiego tak starannie jak teraz... :-)
Jednak okoliczności przyrody wywołują w człowieku bardzo dziwne zachowania...
Ja i fastryga...
No, ja, Agatha i fastryga!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

