Nastąpił wielki, technologiczny wybuch, czyli nastała era rozpuszczalnika Nitro...
Zgodnie z zasadą: "nie ma tego dobrego, czego nie dałoby się zastapić czymś tańszym", zamiast Citro spróbowałyśmy do druku na tkaninach użyć rozpuszczalnika nitro. Jego podstawową zaletą jest cena. Nie wiem, jaki zapach rozsiewa oryginalne Citro, ale chyba gorzej być nie może. Zwłaszcza zimą, gdy możliwości pracy przy otwartych oknach są dość ograniczone...

Ale
ad rem:
drukarka laserowa, biała gładka poduszka, nitro, pędzelek, łyżka do przyciskania wzoru i gotowe!

Kartkę z wzorem położyłyśmy nadrukowaną stroną do tkaniny, najlepiej przykleić, żeby sie nie przesuwała. Pędzelkiem nałożyłyśmy nitro na miejsce, gdzie jest wzór i łyżką dociskałyśmy kartkę do tkaniny, żeby druk przeszedł. Wygląda to trochę jak odciskanie wzoru z kalki.
Nasze obawy się nie sprawdziły, bo:
1. nitro wyparowuje z tkaniny natychmiast
2. nie pozostają żółte plamy na tkaninie
3. prasowanie utrwala wzór
4. wzór nie schodzi podczas prania (próbowałyśmy prać ręcznie).
Teraz wszystkie gładkie tkaniny niech się czują zagrożone!