"widok sam siebie nie widzi"

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piórem na papierze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piórem na papierze. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 maja 2013

Zamieszanie

Ależ zajęć...
Nie mam na nic czasu. A właściwie: muszę mieć czas na wszystko.
Szyję teraz strój na przedstawienie. Mój mąż będzie grał rolę Kury w "Rzepce".
Do tego mnóstwo innych obowiązków...
No i zaczął sie nasz domowy sezon imieninowo-urodzinowy... A jeszcze wyjazdy, przyjazdy, odjazdy i dojazdy...
Gonimy w piętkę...


piątek, 22 marca 2013

czekam


Tak czekam i czekam na informację, że skoro zima, skoro śnieg, skoro mróz, to odwołali wiosenne porządki...
Czekam i czekam...
Wciąż czekam...



...nadal nic...
Ale nie tracę nadziei ;-)

wtorek, 5 lutego 2013

Jest! Jest!

A właściwie to raczej: była.. W weekend... Sama widziałam- pierwsze już zielone pączki na drzewach, słońce, bezchmurne niebo... Nic innego, tylko WIOSNA...Tak było...
Dziś trudno w to uwierzyć, bo znowu chmury grube jak stąd do Australii, co chwilę coś z nich spada... A to deszcz, a to śnieg...

czwartek, 31 stycznia 2013

jak to miło...

... przeczytać o sobie.
Bardzo dziękuję Marcie za taaaaki miły tekst! Aż się zarumieniłam... Tak bardzo się martwiłam, że przesyłka nie dojdzie... I cieszę się, że się spodobała!
Pozdrawiam!

wtorek, 29 stycznia 2013

stonowany

Wianek Ziemia.
Wianek przedwiośnie.
Wianek czekanie-na-słońce.
Wianek-ekologia-nazwa-której-nie-lubię.
Wianek przyroda.
Wianek porządek.
Wianek.
Wia & k.

zniknęłam

No i się stało. Hibernacja, odjazd, odległe planety i tym podobne sprawy.
Powód jak zwykle - czytam. Tym razem: Elif Şafak "Czarne mleko".
Siedzę i czytam, leżę i czytam, jem i czytam, kąpię sie i czytam...

I zdanie cud-miód na poranną chandrę, prosto z "Czarnego mleka":

"Jesteśmy normalni, dopóki tacy wydajemy się z zewnątrz".

A'propos cud-miód: kanapka z białym kozim serem, miodem i orzechami włoskimi...
Może nawet bardziej cud niż miód...

A za oknem płatki śniegu wielkie jak parasole spadają z nieba na przemian z ciężkimi kroplami deszczu.
Bałwan sie stopił, jego kapelusz i marchewkowy nos leżą porzucone...
Co za czasy... :-)

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Wilde

Bądź, kim jesteś. Wszyscy inni są już zajęci.

środa, 16 stycznia 2013

Otwarta wojna ;-)

"Ptaki" Hitchcocka to nic w porównaniu z inwazją gołębi, którą przeżywamy. Najpierw na gzymsie przesiadywał sobie jeden, nieduży, biedniutki i skromniutki. Potem sprowadził sobie na gzyms narzeczoną. Gruchali czule i szeleścili skrzydłami, gdy odlatywali na wycieczki. Potem uwili sobie gniazdko i zaczął sie problem... Ilość tzw. brudu, który spada z okolic gniazda gołębiego jest powalający. Powalający w przenośni i dosłownie, bo ptaki mają gniazdo w okolicach naszych drzwi wejściowych i bombardują nas, gdy wchodzimy do budynku... Po roku gołębia rodzina mogła już zostać nazwana małym stadem. Ile ich jest dokładnie nie wiem, ale siedzą sobie równym rzędem na gzymsie, hałasują od rana i oczywiście produkują ogromne ilości ohydnego "nawozu". Zakupilismy patyczki, które przykleja sie na gzyms, żeby ptaki nie siadały. Patyczki przyklejone, a ptaki siadają na wszystkich miejscach, gdzie nie ma tych kłujących odstraszaczy. Kilkanaście gołębi, sterta odchodów przy drzwiach. Koszmar jakiś.
Pytaliśmy znajomych, jakie metody sami stosowali w takich sytuacjach i co było skuteczne. Naklejki z wizerunkiem drapieżnika działają bardzo krótko. Ptaki się uodparniają. Natomiast najskuteczniejsza jest podobno figurka kruka.

Oczywiście mąż zamówił w sklepie internetowym, dzisiaj kruk przyjechał i teraz czeka na zainstalowanie. Jestem bardzo ciekawa, co gołębie na to...

czwartek, 10 stycznia 2013

Znowu zajęcia świetlicowe

Może to i dobrze, że śnieg już stopniał, bo my znowu w domu... Na dworze szaro-buro i ponuro, a w domu "grzejniczek" z goraczką momentami ponad 40 stopni nudzi się jak mops.
Dzisiaj robimy gliniane świeczniki z plastikowej wyściółki kartonika od kremu i pieczemy drożdżówki. Jutro będziemy szyć serduszka i ludziki wg projektu autorskiego dzieci... Oby tylko gorączka nie szalała...

Gdzie jest to pokrętło, którym się ją zmniejsza...?

czwartek, 13 grudnia 2012

Jednak przypomniałam sobie...

... dlaczego nie lubię zimy:
1. bo drzwi od samochodu przymarzają i nie można ich odkleić!
2. bo ręce bez rękawiczek natychmiast stają się szorstkie jak papier ścierny!
3. bo przy wyjmowaniu kluczy z torebki bezustannie kaleczę sie w dłonie!
4. bo wnoszę do domu pokłady błota !
5. przepraszam! błota z solą!
6. bo jest stanowczo, stanowczo za zimno!
No dobra! Te cudne, oszronione drzewa powodują, że ostatecznie mogę skreślić kilka punktów... Ale i tak bilans jest ujemny!

poniedziałek, 10 grudnia 2012

nowy tydzień



Byłoby całkiem przyjemnie, gdyby nie to, że najwyższy czas rzucić się w wir przygotowań świątecznych....
Od jutra (a właściwie już dziś) połowa moich dzieci jest zdrowa, więc tylko druga połowa będzie zalegać w domu. 
Oznacza to kolejny tydzień aresztu domowego dla mnie... Prawdę powiedziawszy, nie licząc wyjazdu do lekarza, mam za sobą 9 dni błogiego przebywania w zamknięciu...
Wyklucza to szeroko rozumianą działalność przedświąteczną, łącznie z kolaboracją z pewnym Mikołajem...
Mogę ostatecznie cały czas sprzątać... Hm... Wcale mi się to nie uśmiecha....
Na pocieszenie - róża dla wszystkich mam, które spędzają teraz czas z termometrem i środkiem przeciwgorączkowym w ręce. Tak jak ja... :-)

sobota, 8 grudnia 2012

W takich okolicznościach przyrody...

... musiałam zmienić wygląd bloga... Jesienne liście wydawały mi się czymś z innej planety :-)

niedziela, 2 grudnia 2012

ciepło - zimno

Na dworze czuć zbliżającą się zimę, a w domu dzieci zamieniły sie w dwa grzejniczki...
Bardzo wysoka gorączka zmienia świergoczące i brykające dzieci w potargane, blade i spowolnione przytulaski...
"Mamo, nie czytaj mi tej książeczki, bo ona mi się dzisiaj nie podoba"
"Mamo, boli mnie kolano"
"Mamo, mam takie suche gardło"
"Mamo, pić mi się chce"
"Mamo, jak stoję, to wszystko dookoła się rusza!"
A termometr niestety nie chce być miłosierny...

piątek, 30 listopada 2012

Motto na nadchodzącą zimę:


"Wątpię w zimę
więc śnieg nie pada
na mój dom"
(Jerzy Harasymowicz)


Zapowiadają od jutra śnieg...
Zapowiadają, że spadnie...
Zapowiadają, że będzie zimno...
Zapowiadają, że będzie ślisko...
Czy naprawdę nie mogą zapowiedzieć czegoś w rodzaju niewielkiego upału?

wtorek, 27 listopada 2012

Portret przodka

Uwielbiam muzea, szczególnie związane z malarstwem i rzeźbą. Hipnotyzują mnie opowieści przewodników, którzy rozczulają się nad każdym detalem. Też się wtedy rozczulam.

Lubię poznawać historię miejsc, w których jestem. Lubię oglądać "portrety przodków", słuchać historii o "białych damach" albo wchodzić po schodach, którymi "księżna zeszła ostatni raz przed wyjazdem z ojczyzny"...


Jeśli można mówić o przekazywaniu energii na odległość, odległość w przestrzeni i w czasie, to historyczne zakątki przekazują mi taką energię. Pozytywną!

niedziela, 25 listopada 2012

Jesień

...nikt się nie dowie jako smakujesz, aż się zepsujesz...
Trochę mi się przypomniało słynne zdanie.
Lubimy coś dopiero, gdy to tracimy...
Może ta jesień wcale nie była aż taka straszna...
Dziś słyszałam prognozę pogody na najbliższy tydzień i... uważam, że jednak wolę jesień mglistą, chłodną, ale "spacerowną", od jesieni deszczowo-śniegowej, wietrznej i przymrozkowej...
Teraz już po ptakach. I dosłownie, i w przenośni.

Ostatnie chwile przed prawdziwą zimą.
Ostatnie chwile na zamglone zdjęcia.



piątek, 23 listopada 2012

Mgła...

Żadne słońce, pogoda, ciepło, tylko ponura, londyńska mgła rozpędziła moje wczorajsze smutki na 4 strony świata.
A może nie rozpędziła, tylko omotała, przykryła i zdusiła...
Jesli jestem już w atmosferze londyńskiej mgły, to niech będzie trochę bezwzględnie...

Dzisiaj od rana szaleję w towarzystwie pięknego, pistacjowego lnu... Wzory, wykroje, szkice, wycinanie, spinanie, fastrygowanie i... i tu powinno nastąpić szycie na maszynie.
A rozdarta sosna, dylemat moralny i nadmiar afektu nie pozwalają mi uruchomić maszyny...
A dlaczego?
Otóż wpadłam w szpony nałogu...
A raczej nałóg dopadł mnie, bezbronną...
Nałóg słuchania audiobooków z powieściami Agaty Christie oczywiście...
No nie mogę się oderwać...
Wszystkie powieści królowej kryminału znam prawie na pamięć, ale słuchanie ich, to dopiero bajka! I wcale mi nie przeszkadza, że od samego początku wiem, kto zabił! Wcale!
Jakie to cudowne, gdy ktoś czyta mi na głos!
I to jeszcze moją ulubioną pisarkę! (No, może jedną ze stu ulubionych, ale tego przecież nie powiem na głos. Agacie byłoby przykro...)
Nigdy w życiu nie fastrygowałam wszystkiego tak starannie jak teraz... :-)
Jednak okoliczności przyrody wywołują w człowieku bardzo dziwne zachowania...
Ja i fastryga...
No, ja, Agatha i fastryga!

środa, 21 listopada 2012

blue(s)

blue and heart (blues and hurt)
Wszystko się świetnie składa, same miłe rzeczy dookoła się wydarzają i nagle: Ryms!
Spada na delikwenta jakaś paskuda.
I plecy się garbią, i ramiona pochylają, i jak się człowiek powolutku otrząsa, to aż słychać, jak różne problemy się odczepiają i z hukiem spadają na ziemię.
I znowu wszystko zaczyna się układać jak najlepiej i wtedy...: Ryms!

No wiem, że raz pod wozem, raz na wozie, że fortuna kołem się toczy, że milion innych mądrości lud stworzył na ten temat... Wiem...
Ale czy nie mogłoby tak troszkę zachwiać tej równowagi na korzyść dobrego???

niedziela, 18 listopada 2012

Logiczne? Logiczne!

Przeczytałam zdanie:

Można stłuc termometr, ale gorączka od tego nie spadnie.

No i co? No i jak zwykle...

środa, 14 listopada 2012

Bąbelki...

Przyglądam się małym bobaskom (bąbelkom- tak się mówi u nas w domu...) i przypominam sobie dawne dzieje... To karmienie, przewijanie, noszenie, tulenie... A bąbelek odwzajemnia całą miłość swoimi cudownymi bezzębnymi uśmiechami...
oczy bąbelka wpatrzone w mamę... No bo w kogóż innego...?
Usłyszałam wczoraj w telewizji, jak jedna z aktorek, zapytana czy musiała z czegoś zrezygnować w życiu w związku z urodzeniem dziecka powiedziała: Jeśli musiałam z czegoś zrezygnować, to nie przez dziecko, tylko przez własne lenistwo...
Święte słowa...