"widok sam siebie nie widzi"

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wnętrza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wnętrza. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 października 2012

Historia architektury...

Dawno dawno temu, w odleglej galaktyce, kupiłam w Leroi drewniany teatrzyk dla dzieci. Drewniane domki jako scenografia, jakieś postaci, dorożka, latarnie... Wszystko wycięte ze sklejki. Gdy teatrzyk przeleżał już w bezpiecznym miejscu odpowiednią liczbę lat świetlnych, dopadła mnie chęć zrobienia dekoracji w małym pokoiku dziecięcym. Domki z teatrzyku okazały się idealne do tego - pomalowałam je na biało, a ponieważ nie miałam akurat w domu żadnych kolorowych farb, dodatki malowałam samym barwnikiem, który mieszałam z białą farbą. Efekt nie jest idealny, ale najważniejsze, że mała właścicielka pokoiku jest zadowolona.

Natychmiast powstała też domkowa poduszka.

wtorek, 23 października 2012

Trzecie życie wieszaka

Moja córka ma niewyczerpane pokłady wyobraźni. Jakiś czas temu sprzątała ze mną piwnicę w starym mieszkaniu (na własną prośbę!) i wynalazła stary, drewniany wieszak.



Natychmiast zaprzyjaźniła się z nim bardzo i postanowiła, że zrobi z niego "coś".

Tata powkręcał w drewnianą poprzeczkę haczyki, wieszak został przyklejony do ściany (okazało się, że wisząc na gwoździu stał się wagą i naszyjniki musiały wisieć na nim wyważone co do grama :-). Przyklejony nie rusza się wcale, co znacznie ułatwia życie). Teraz biżuteria prezentuje się na nim naprawdę pięknie!

Recykling liściasty

Zbieranie liści to cudowne zajęcie dla dzieci, ale co zrobić z liśćmi w domu? Przypomniało mi się z dzieciństwa robienie kwiatów z liści i spróbowałam - pozwiązywałam jeszcze nieuschnięte liście cienką niteczką, a gdy się ususzyły (czyli po chwili...), włożyłam je delikatnie do wzonu...




Ciekawie wyglądają...

piątek, 19 października 2012

Jak to się robi?

Tak wyglądał, gdy go dostałam. Teraz wygląda jak sałata...
Mam na myśli storczyki. A właściwie - namówienie ich do kwitnienia. Ja się z nimi dogadać nie potrafię... Kilka z nich już nawet dało pierwszą oznakę, że możemy sie zaprzyjaźnić - wypuściły dłuuugą, dłuuugą łodyżkę, coś tam pomarudziło na końcu łodyżki i jaki efekt? Zamiast kwiatów na szczycie łodyżki wyrosły nowe, malutkie storczykowe roślinki! Listeczki śliczne, poprzesadzałam do doniczek, gdy już doszło do zapuszczania korzeni... Ale gdzie te kwiaty??? Zaczynam podejrzewać konieczność zastosowania czarnej magii, sił tajemnych, tudzież innych obrządków...
Ratunku!
Jak to się robi???

piątek, 5 października 2012

Wianek na mniejsze wejście...

Poprzednie wianki były duże i okazałe, a ten wianek jest nieco mniejszy.
Pewna starsza pani w mojej rodzinie rozróżniała dwa rodzaje wieczornej kąpieli: kąpiel "na duży dekolt" i kąpiel "na mały dekolt".
Wianek "na mały dekolt" - bez kompleksów. W zamierzeniu miał wyglądać bardzo angielsko... :-)

Żołędziarski...

Nazbieraliśmy z dziećmi kasztanów cały wór, wczoraj wyprodukowałyśmy z córką połowę sawanny i 3/4 jakiejś prowincji chińskiej... Niesamowite jest to, że misie, które całkowicie, absolutnie i na 100% wyglądają dokładnie tak samo jak ludziki, stanowią odrębną rodzinkę, mają inne głosy i mieszkają w innym domku...
I o czym to świadczy?
Że jednak wygląd zewnętrzny nie ma znaczenia. Ważne, kto się kim urodził! :-)
Dopiero po intensywnej pracy z dziurawieniem i łączeniem kasztanów zapałkami przypomniałam sobie, jak trudno jest potem takie figurki wyrzucić z domu... No cóż... Byle do wiosny...
A tu niestety październik się rozpaździerniczył na całego: zimno, mgły, rano wstajemy po ciemku...



Dlatego ku pokrzepieniu serc powstał kolejny wianek - tym razem dębowy.

środa, 19 września 2012

W kwiecie wieku...

Deszcz pada, szaro i chłodno, aż słychać, jak grzyby rosną... 
Stół też dorósł. Wklejone płótno i gładki blat napędzają moją wyobraźnię...
Czarne korale, albo nie, lepiej perły! Czarna sukienka z obniżonym stanem, buty na kieliszkowatych obcasach, opaska na czole, cygaretka w ręku i kieliszek szampana... Najdroższego...
Założona noga na nogę i spojrzenie lekko z ukosa...
Na stole karty, z lewej strony podchodzi kelner z tacą, na której jest bilecik od pana, siedzącego w kącie sali...
Ale co to ja mówiłam? Ach, że słychać jak grzyby rosną... Chociaż wyobraźnia pracuje pełną parą. A wszystko przez ten stół!


...Pan uśmiecha sie i podnosi do góry kieliszek gestem, wskazującym na pewność siebie, a może nawet delikatną arogancję...

wtorek, 11 września 2012

Cztery nóżki, a jedna...

Kiedyś, jako dziewczynka, usłyszałam taką zagadkę:

"Czym się różni wróbelek?
Tym, że ma dwie nóżki, a jedną bardziej."

Wiem, wiem, dowcip jest akurat idealny dla małych dziewczynek, śmiałam sie z niego w koźlęcych czasach do łez, a tymczasem...
A tymczasem okazuje się, że życie jest bardziej zabawne niż najbardziej zabawny wróbelek...
A historia wygląda tak:
na pierwszy rzut oka- wszystko w porządku...
Był sobie stół do kart. Piękny, solidny, stary, z wyklejanym płótnem blatem. Pachniał pracownią prawdziwego mistrza z czasów, gdy pierwsze córki emancypantek maszerowały do szkoły z kokardkami we włosach... Może mistrz-stolarz usłyszał wtedy od swojej córeczki zagadkę zbliżoną do mojej, o wróbelku, bo chyba zrobił przodkom psikusa... Oj, zrobił...

blat po pierwszej próbie reanimacji
Ale do rzeczy: stół należało odnowić, bo i płócienny wyklejaniec był nieco zmęczony życiem, i drewniane elementy błagały o litość.
Papier ścierny, szlifierka, para buch, koła w ruch i... Niespodzianka! Stół ma cztery nóżki, a jedną bardziej! Albo raczej: cztery nóżki, a jedną szczególną!
nóżka nie z tej parafii :-)


Dobrze, że przodkowie tego nie widzą, bo żądaliby pewnie od stolarza satysfakcji... Kto ich tam wie... Chociaż... Skoro mieli stolik do kart, to pewnie raczej woleli kieliszek absyntu, niż pojedynki... Stolarz też pewnie wolał... W czasie pracy :-)

sobota, 4 sierpnia 2012

Apteczka


Apteczka pojawiła się w moim życiu. Dawno. No, prawdę mówiąc... bardzo dawno. Przysłał ją wujek Allegro, za niewielką opłatą. Miała pękniętą szybkę, warstwy farby olejnej i pachniała w środku walerianą i kroplami żołądkowymi. Po zeszlifowaniu farb okazało się, że cały "zapach" mieszkał w olejnicy. Na szczęście.
 Po pierwszej walce apteczka wyglądała tak: (szyba została od razu wyjęta, stąd ta dziura w drzwiach)





Przeciwnościom losu nie było końca. Gdy już, już zaczęła pojawiać sie myśl o zakończeniu apteczkowej przygody stało się coś najgorszego- zginęła dziurka od klucza! A właściwie jej obudowa...
I znowu dziurka od klucza stała się tematem dnia!
Odnalazła się po dłuuugich poszukiwaniach w dość oczywistym miejscu i po przyczepieniu siatki w drzwiach apteczka prezentuje się tak:
A może ta apteczka wcale nie powinna być apteczką, tylko szafeczką na kosmetyki...?
Albo szafką na przyprawy...? Albo szafką na drobne drobiazgi...?
Albo najlepiej szafką do przechowywania podręcznej biżuterii: na górnej półce diamenty, na środkowej szafiry i rubiny. W szufladce- kolczyki... Na dolnej półce- obojętnie co. W tej sytuacji nie ma to większego znaczenia :-)

piątek, 3 sierpnia 2012

Zrób jedną rzecz do końca, a potem...

Babcia zawsze tak powtarzała... Niestety, nie jestem w stanie stosować się do tej, zapewne słusznej, rady... Jak już dopadnę papieru ściernego, to wyszlifuję wszystko, co mi wpadnie w ręce... Jak mi się pojawi przed oczami pędzel i farba, to maluję każdą rzecz w zasięgu wzroku...



Wczoraj kończyłam szlifowanie skrzynki na pszczoły, więc od razu zabrałam sie za malutki stołeczek. W moim domu nazywało się go ryczką, ale nie mam pojęcia, skąd pochodzi to określenie... Potem zaczęłam malowanie, oczywiście stołeczka i skrzynki jednocześnie... Teraz zepsuła sie pogoda, więc "napoczęte" rzeczy czekają na brak deszczu i moje zlitowanie...

Ciotka Hortensja


Niestety nie mam ciotki o takim imieniu... Mam za to hortensje w oryginale. Piękne...

Niciak na biżuterię

Nazwa "niciak" powstała pewnie w czasach, gdy moja pra-prababka Katarzyna wyglądała przez okno w oczekiwaniu na powrót męża z wojny rosyjsko-japońskiej... Albo innej...:-) Nazwa jest cudowna. Mój niciak, kupiony w sklepie z niesamowitymi śmieciami - też cudowny... Pani sprzedawczyni ustalała cenę, obserwując dokładnie wygląd kupującego. Musiałam wyglądać jak księżna Monaco, bo zapłaciłam za niego ponad 25 zł! Niciak ma jeszcze (albo właściwie: miał...) pałąk u góry - miejsce na śruby zostało i czeka... Pałąk wraz ze śrubami zdematerializował się w domu... Może za kilka lat odnajdzie sie gdzieś między książkami, albo w szafce ze starymi PIT-ami... Niciak przechodził kilka prób zastosowania. Od pojemnika na przyprawy- próba nieudana- stanowczo za mały! Poprzez pojemnik na nici (też za mały!) aż do wersji na biżuterię. W tym wcieleniu - idealny!




Kiedyś widziałam prawie taki sam, ale zamiast pałąka miał długie nogi. Ponieważ mój też już nie ma pałąka, może dorobię mu kiedyś nogi...

środa, 1 sierpnia 2012

Bielszy odcień bieli

Bardzo podoba mi sie określenie: biały z pigmentem.Biały z pigmentem różowym, biały z pigmentem niebieskiem, biały z pigmentem czerwonym...


Chociaż mój ulubiony, to biały z pigmentem kwiatowym...
Jeśli kiedyś zostanę królową brytyjską (nie mam szczególnie dużych szans, ale nie tracę nadziei...), to w pięknych ogrodach w stylu angielskim zażyczę sobie mnóstwa białych kwiatów, kwitnących ogromnymi połaciami...
Dzisiaj białe kwiaty kwitnące nieco mniejszą połacią... Na dobry początek...



To niesamowite, ale te stare drzwi wyglądają na zdjęciach o wiele lepiej niż w rzeczywistości... 

poniedziałek, 30 lipca 2012

Skrzynka na pszczoły

Wygląda kiepsko, bo już przeszła pierwszy etap remontu- szpachlowanie...

Teraz czeka na nią papier ścierny, pędzel i puszka z farbą "babie lato"...


 Może nawet na końcu dostanie też lekki szlif białą farbą... Kto wie...




Jej czar polega na tym, że z każdej strony wygląda zupełnie inaczej. Zrobiona jest z ogromną starannością, chociaż widać po niej, że lata lecą...
Bardzo podobną widziałam w Muzeum Pszczelarstwa, więc aż urosłam z dumy!