"widok sam siebie nie widzi"

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meble. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą meble. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 września 2012

W kwiecie wieku...

Deszcz pada, szaro i chłodno, aż słychać, jak grzyby rosną... 
Stół też dorósł. Wklejone płótno i gładki blat napędzają moją wyobraźnię...
Czarne korale, albo nie, lepiej perły! Czarna sukienka z obniżonym stanem, buty na kieliszkowatych obcasach, opaska na czole, cygaretka w ręku i kieliszek szampana... Najdroższego...
Założona noga na nogę i spojrzenie lekko z ukosa...
Na stole karty, z lewej strony podchodzi kelner z tacą, na której jest bilecik od pana, siedzącego w kącie sali...
Ale co to ja mówiłam? Ach, że słychać jak grzyby rosną... Chociaż wyobraźnia pracuje pełną parą. A wszystko przez ten stół!


...Pan uśmiecha sie i podnosi do góry kieliszek gestem, wskazującym na pewność siebie, a może nawet delikatną arogancję...

wtorek, 11 września 2012

Cztery nóżki, a jedna...

Kiedyś, jako dziewczynka, usłyszałam taką zagadkę:

"Czym się różni wróbelek?
Tym, że ma dwie nóżki, a jedną bardziej."

Wiem, wiem, dowcip jest akurat idealny dla małych dziewczynek, śmiałam sie z niego w koźlęcych czasach do łez, a tymczasem...
A tymczasem okazuje się, że życie jest bardziej zabawne niż najbardziej zabawny wróbelek...
A historia wygląda tak:
na pierwszy rzut oka- wszystko w porządku...
Był sobie stół do kart. Piękny, solidny, stary, z wyklejanym płótnem blatem. Pachniał pracownią prawdziwego mistrza z czasów, gdy pierwsze córki emancypantek maszerowały do szkoły z kokardkami we włosach... Może mistrz-stolarz usłyszał wtedy od swojej córeczki zagadkę zbliżoną do mojej, o wróbelku, bo chyba zrobił przodkom psikusa... Oj, zrobił...

blat po pierwszej próbie reanimacji
Ale do rzeczy: stół należało odnowić, bo i płócienny wyklejaniec był nieco zmęczony życiem, i drewniane elementy błagały o litość.
Papier ścierny, szlifierka, para buch, koła w ruch i... Niespodzianka! Stół ma cztery nóżki, a jedną bardziej! Albo raczej: cztery nóżki, a jedną szczególną!
nóżka nie z tej parafii :-)


Dobrze, że przodkowie tego nie widzą, bo żądaliby pewnie od stolarza satysfakcji... Kto ich tam wie... Chociaż... Skoro mieli stolik do kart, to pewnie raczej woleli kieliszek absyntu, niż pojedynki... Stolarz też pewnie wolał... W czasie pracy :-)

sobota, 4 sierpnia 2012

Apteczka


Apteczka pojawiła się w moim życiu. Dawno. No, prawdę mówiąc... bardzo dawno. Przysłał ją wujek Allegro, za niewielką opłatą. Miała pękniętą szybkę, warstwy farby olejnej i pachniała w środku walerianą i kroplami żołądkowymi. Po zeszlifowaniu farb okazało się, że cały "zapach" mieszkał w olejnicy. Na szczęście.
 Po pierwszej walce apteczka wyglądała tak: (szyba została od razu wyjęta, stąd ta dziura w drzwiach)





Przeciwnościom losu nie było końca. Gdy już, już zaczęła pojawiać sie myśl o zakończeniu apteczkowej przygody stało się coś najgorszego- zginęła dziurka od klucza! A właściwie jej obudowa...
I znowu dziurka od klucza stała się tematem dnia!
Odnalazła się po dłuuugich poszukiwaniach w dość oczywistym miejscu i po przyczepieniu siatki w drzwiach apteczka prezentuje się tak:
A może ta apteczka wcale nie powinna być apteczką, tylko szafeczką na kosmetyki...?
Albo szafką na przyprawy...? Albo szafką na drobne drobiazgi...?
Albo najlepiej szafką do przechowywania podręcznej biżuterii: na górnej półce diamenty, na środkowej szafiry i rubiny. W szufladce- kolczyki... Na dolnej półce- obojętnie co. W tej sytuacji nie ma to większego znaczenia :-)

piątek, 3 sierpnia 2012

Zrób jedną rzecz do końca, a potem...

Babcia zawsze tak powtarzała... Niestety, nie jestem w stanie stosować się do tej, zapewne słusznej, rady... Jak już dopadnę papieru ściernego, to wyszlifuję wszystko, co mi wpadnie w ręce... Jak mi się pojawi przed oczami pędzel i farba, to maluję każdą rzecz w zasięgu wzroku...



Wczoraj kończyłam szlifowanie skrzynki na pszczoły, więc od razu zabrałam sie za malutki stołeczek. W moim domu nazywało się go ryczką, ale nie mam pojęcia, skąd pochodzi to określenie... Potem zaczęłam malowanie, oczywiście stołeczka i skrzynki jednocześnie... Teraz zepsuła sie pogoda, więc "napoczęte" rzeczy czekają na brak deszczu i moje zlitowanie...

Niciak na biżuterię

Nazwa "niciak" powstała pewnie w czasach, gdy moja pra-prababka Katarzyna wyglądała przez okno w oczekiwaniu na powrót męża z wojny rosyjsko-japońskiej... Albo innej...:-) Nazwa jest cudowna. Mój niciak, kupiony w sklepie z niesamowitymi śmieciami - też cudowny... Pani sprzedawczyni ustalała cenę, obserwując dokładnie wygląd kupującego. Musiałam wyglądać jak księżna Monaco, bo zapłaciłam za niego ponad 25 zł! Niciak ma jeszcze (albo właściwie: miał...) pałąk u góry - miejsce na śruby zostało i czeka... Pałąk wraz ze śrubami zdematerializował się w domu... Może za kilka lat odnajdzie sie gdzieś między książkami, albo w szafce ze starymi PIT-ami... Niciak przechodził kilka prób zastosowania. Od pojemnika na przyprawy- próba nieudana- stanowczo za mały! Poprzez pojemnik na nici (też za mały!) aż do wersji na biżuterię. W tym wcieleniu - idealny!




Kiedyś widziałam prawie taki sam, ale zamiast pałąka miał długie nogi. Ponieważ mój też już nie ma pałąka, może dorobię mu kiedyś nogi...

poniedziałek, 30 lipca 2012

Skrzynka na pszczoły

Wygląda kiepsko, bo już przeszła pierwszy etap remontu- szpachlowanie...

Teraz czeka na nią papier ścierny, pędzel i puszka z farbą "babie lato"...


 Może nawet na końcu dostanie też lekki szlif białą farbą... Kto wie...




Jej czar polega na tym, że z każdej strony wygląda zupełnie inaczej. Zrobiona jest z ogromną starannością, chociaż widać po niej, że lata lecą...
Bardzo podobną widziałam w Muzeum Pszczelarstwa, więc aż urosłam z dumy!

piątek, 27 lipca 2012

Piec - najlepszy na upały

Dzisiaj uciekłyśmy przed upałem do ogrodu. Tam starsza córka zaprzyjaźniła się z aparatem fotograficznym.
Gdy obejrzałam zdjęcia w domu przypomniała mi się historia piecyka - starej "kozy".
Piecyk pamięta czasy poprzednich właścicieli posiadłości.
Stał i stał, zakurzony i wepchnięty w szary kąt, aż do czasu, gdy został wystawiony na widok publiczny.
No i stał się cud! Okazało się, że jest piękny, starutki, trochę zardzewiały, trochę pokrzywiony, ale nadal działa!






piątek, 20 lipca 2012

Biała gorączka...

Nadszedł taki czas, że strach sie bać! Gdy tylko wpadnie mi w ręce "coś", to natychmiast zostaje to przemalowane na biało i na dodatek poprzecierane...Tak też sie stało z komodą...
Chociaż tak naprawdę... Tak naprawdę, to wyglądała ona tak, że aż prosiła się o zestaw reanimacyjny...
No i udało sie!
Jest biała, bieluteńka, poprzecierana-co-nieco, z doklejonymi dekorami.

Nadszedł czas na werble!
Tra-ta-tam! Oto ona:
          Oczywiście wersji umieszczenia dekorów były tysiące... Wygrała opcja umiarkowana...