

Nazwa "niciak" powstała pewnie w czasach, gdy moja pra-prababka Katarzyna wyglądała przez okno w oczekiwaniu na powrót męża z wojny rosyjsko-japońskiej... Albo innej...:-) Nazwa jest cudowna. Mój niciak, kupiony w sklepie z niesamowitymi śmieciami - też cudowny... Pani sprzedawczyni ustalała cenę, obserwując dokładnie wygląd kupującego. Musiałam wyglądać jak księżna Monaco, bo zapłaciłam za niego ponad 25 zł! Niciak ma jeszcze (albo właściwie: miał...) pałąk u góry - miejsce na śruby zostało i czeka... Pałąk wraz ze śrubami zdematerializował się w domu... Może za kilka lat odnajdzie sie gdzieś między książkami, albo w szafce ze starymi PIT-ami... Niciak przechodził kilka prób zastosowania. Od pojemnika na przyprawy- próba nieudana- stanowczo za mały! Poprzez pojemnik na nici (też za mały!) aż do wersji na biżuterię. W tym wcieleniu - idealny!

Kiedyś widziałam prawie taki sam, ale zamiast pałąka miał długie nogi. Ponieważ mój też już nie ma pałąka, może dorobię mu kiedyś nogi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz