Zupełmnie niespodziewanie w tym roku, stałam się uczestnikiem Nocy Muzeów.
Otóż na zaproszenie koleżanki z Pracownii Florystycznej Gretaflowers wiłyśmy wianki w muzeum,
w którym prezentowana była wystawa historii ogrodów.
W pierwszej chwili pomysł mocno mnie zaskoczył, a że uwielbiam szalone pomysły, więc nie wachałam się ani chwili.
Na miejscu szybko okazało się to przysłowiowym strzałem w 10tkę.
Było cudnie, tak kobieco i radośnie. Wiłyśmy wianki i uczyłyśmy je robić wszystkie chętne Panie
małe i duże, młodsze i te nieco starsze też.
Chętnych nie brakowało!!!
Nie umiem tego opisać, ale miałam wrażenie, że tam w powietrzu unosi się jakaś magia!
Wianki i radość ich tworzenia malowała się na twarzach zarówno Pań jak i towarzyszących im Panów.
Kobiety i dziewczyny wychodziły z wiankami z piwonii na głowach i szły dumnie w miasto z uśmiechem na twarzy.
Do dziś wpomnienie tamtego wieczoru, wywołuje we mnie niesamowitą nostalgię.
A o to kilka zdjęć:







Witaj Kalino.
OdpowiedzUsuńOkazuje się ,że radość można dać ludziom niewielkim kosztem.
Dając radość jesteśmy szczęśliwsi.
To prawda, sama przekonałam się o tym kolejny raz. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńŚliczne wianki! :))
OdpowiedzUsuńale sliczne! wicie wianków Level Master!
OdpowiedzUsuńwianki piękne, szkoda, ze nie umiem ...
OdpowiedzUsuńPiękne wianki. Jak byłam mała to też robiłam wianki, dziś już nie pamiętam jak to było.
OdpowiedzUsuń