I nie pomaga tłumaczenie, że jak już w nocy okazuje się, że wszystkie drogi prowadzą do sypialni rodziców, to nie należy nikogo budzić i pytać.
Po prostu "hyc!" pod kołdrę...
I następnym razem, gdzieś w okolicach godziny 3.17 znowu coś ciężkiego wspina się na moje plecy i pyta, przysuwając swój nosek do mojego ucha: "Mamo, mogę z tobą...?"
Zgadzam się z Tobą ,nie ma milszego odgłosu, chociaż teraz są i duże i małe stópki i wszystkie pięknie brzmią.
OdpowiedzUsuń:) u mnie nie jest tak miło, bo zazwyczaj zaczyna się od straszliwego wycia, jak się Antoniemu jakiś koszmar przyśni :P ale potem to dryp dryp cichutkie jest faktycznie słodkie :D
OdpowiedzUsuńMyślę, że to jest kwestia wieku... Gdy młody człowiek zaczyna wkraczać w wiek dostojny, rzadziej w nocy używa paszczy, a częściej stópek...
UsuńPrzepraszam,nie znamy się....ale po tym poście zakochałam sie w Tobie!!!!Mam duzego synka ma 12lat ale pamiętam ten odgłos nóżek i szept :Mamusiu mogę do Was....ale mnie wzruszyłaś...pozwolisz,że dodam Cię do moich przyjaciółek blogowych:)))Teraz będę Cię obserwować:)))
OdpowiedzUsuńBardzo mi miło!
Usuń