Żadne słońce, pogoda, ciepło, tylko ponura, londyńska mgła rozpędziła moje wczorajsze smutki na 4 strony świata.
A może nie rozpędziła, tylko omotała, przykryła i zdusiła...
Jesli jestem już w atmosferze londyńskiej mgły, to niech będzie trochę bezwzględnie...
Dzisiaj od rana szaleję w towarzystwie pięknego, pistacjowego lnu... Wzory, wykroje, szkice, wycinanie, spinanie, fastrygowanie i... i tu powinno nastąpić szycie na maszynie.
A rozdarta sosna, dylemat moralny i nadmiar afektu nie pozwalają mi uruchomić maszyny...
A dlaczego?
Otóż wpadłam w szpony nałogu...
A raczej nałóg dopadł mnie, bezbronną...
Nałóg słuchania audiobooków z powieściami Agaty Christie oczywiście...
No nie mogę się oderwać...
Wszystkie powieści królowej kryminału znam prawie na pamięć, ale słuchanie ich, to dopiero bajka! I wcale mi nie przeszkadza, że od samego początku wiem, kto zabił! Wcale!
Jakie to cudowne, gdy ktoś czyta mi na głos!
I to jeszcze moją ulubioną pisarkę! (No, może jedną ze stu ulubionych, ale tego przecież nie powiem na głos. Agacie byłoby przykro...)
Nigdy w życiu nie fastrygowałam wszystkiego tak starannie jak teraz... :-)
Jednak okoliczności przyrody wywołują w człowieku bardzo dziwne zachowania...
Ja i fastryga...
No, ja, Agatha i fastryga!
Nie dziwię się, że wpadłaś w nałóg. Audiobooki to potęga, jak się ma oczy zajęte:)) A Słuchasz klasyki, to tym bardziej się nie dziwię.
OdpowiedzUsuńTo nie przeszkadzam:)) Pozdrówki.
Zawsze słuchałam w samochodzie, a teraz zaczęłam w domu... Największy problem, gdy mi się CD wyłączy podczas pauzy... Oj, jakie to straszne! ;-)
Usuń